Valuing Love

A Devaluing of Love

Nie wiem, czy kiedykolwiek w historii był czas, kiedy słowo miłość było używane tak promiskuitycznie, jak obecnie.

Nieustannie mówi się nam, że musimy „kochać” wszystkich. Przywódcy ruchów deklarują, że „kochają” wyznawców, których nigdy nie spotkali. Entuzjaści warsztatów rozwoju osobistego i weekendów grup spotkaniowych wychodzą z takich doświadczeń ogłaszając, że „kochają” wszystkich ludzi wszędzie.

Tak jak waluta, w procesie stawania się coraz bardziej napompowaną, ma coraz mniejszą siłę nabywczą, tak słowa, poprzez analogiczny proces inflacji, poprzez bycie używanymi coraz mniej dyskryminująco, są stopniowo pozbawiane znaczenia.

Możliwe jest odczuwanie życzliwości i dobrej woli w stosunku do istot ludzkich, których się nie zna lub zna niezbyt dobrze. Nie jest możliwe odczuwanie miłości. Arystoteles uczynił to spostrzeżenie 2500 lat temu, a my wciąż musimy o nim pamiętać. Zapominając o tym, jedyne, co osiągamy, to zniszczenie pojęcia miłości.

Miłość ze swej natury pociąga za sobą proces selekcji, dyskryminacji. Miłość jest naszą odpowiedzią na to, co reprezentuje nasze najwyższe wartości. Miłość jest odpowiedzią na charakterystyczne cechy posiadane przez niektóre istoty, ale nie przez wszystkie. W przeciwnym razie, czym byłaby danina miłości?

Jeśli miłość między dorosłymi nie implikuje podziwu, jeśli nie implikuje uznania cech i właściwości, które posiada odbiorca miłości, jaki sens lub znaczenie miałaby miłość i dlaczego ktokolwiek uważałby ją za pożądaną?

W swojej książce „Sztuka kochania” Erich Fromm napisał: „W istocie wszystkie istoty ludzkie są identyczne. Wszyscy jesteśmy częścią Jednego; jesteśmy Jednością. Skoro tak jest, nie powinno być żadnej różnicy, kogo kochamy.”

Naprawdę? Jeśli zapytalibyśmy naszych kochanków, dlaczego się o nas troszczą, zastanówmy się, jaka byłaby nasza reakcja, gdybyśmy usłyszeli: „Dlaczego miałbym cię nie kochać? Wszystkie istoty ludzkie są identyczne. Dlatego nie ma żadnej różnicy, kogo kocham. Więc równie dobrze możesz to być ty”. Niezbyt inspirujące, nieprawdaż?

Więc uważam, że opowiadanie się za „uniwersalną miłością” jest zastanawiające – jeśli bierze się słowa dosłownie. Nie wszyscy potępiają rozwiązłość seksualną, ale nigdy nie słyszałem o nikim, kto by ją wychwalał jako wybitną cnotę. Ale rozwiązłość duchowa? Czy to jest wybitna cnota? Dlaczego? Czy duch jest aż tak bardzo mniej ważny od ciała?

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.